108 lat temu zmarł Edward Abramowski, jeden z najciekawszych polskich myślicieli politycznych – konkretnie miało to miejsce 21 czerwca 1918 roku w Warszawie. Abramowski miał także swoje „czary". Warto o nich trochę opowiedzieć.
Matura nigdy nie zdobiła jego życiorysu.
A jednak Edward Abramowski zdołał wnieść do polskiej myśli społecznej wkład, którego nie powstydziłby się niejeden akademicki tytan.
Szedł własną drogą — od anarchizmu, przez socjalizm, aż po spójny, oryginalny system kooperatyzmu (tzw. pankooperatyzm), który miał, jego zdaniem, zastąpić samo państwo.
Mało kto pamięta, że był też pionierem zupełnie innego rodzaju. To on współtworzył Polskie Towarzystwo Psychologiczne i stanął na jego czele jako pierwszy przewodniczący. To on powołał do życia w Warszawie pierwszą pracownię psychologiczną, która z czasem urosła do rangi Instytutu Psychologicznego.
Ale Abramowski fascynował się też tym, czego nauka nie umiała jeszcze wyjaśnić. Maria Dąbrowska — jego bliska znajoma, by nie rzec: wierna intelektualna uczennica — odkryła, że między 1907 a 1912 rokiem związał się on z Zakonem Templariuszy Dobrych, osobliwym odłamem wolnomularstwa, w którym rygorystyczna etyka splatała się z ezoteryczną duchowością.
To nie był przypadkowy epizod — lecz wyraz głębokiej potrzeby, by dotknąć czegoś, czego nie opisywał żaden podręcznik.
Z podobnego ducha wyrosły jego rozważania nad telepatią. Abramowski nie zamierzał w nią wierzyć — zamierzał ją rozłożyć na czynniki pierwsze. Podjął próbę psychologicznego wyjaśnienia tego zjawiska, sprowadzając je do kryptomnezji: mechanizmu, w którym informacja niegdyś zasłyszana zapada w nieświadomość, by potem — w odpowiednim momencie — wypłynąć na powierzchnię jako coś rzekomo przesłanego z zewnątrz.
W 1917 roku Dąbrowska zasiadała w ławce jego wykładów i wedle wszelkich świadectw, nie potrafiła się oprzeć jego urokowi. Kiedy osiem lat później pisała o nim broszurę, przyznawała ze szczerością niemal rozbrajającą: „Poznałam go prywatnie i nie pamiętam nawet, czy z nim bodaj kiedy o spółdzielczości mówiłam. Przeczytałam dwie jego sławne prace — "Idee społeczne kooperatyzmu" i "Kooperatywa jako sprawa wyzwolenia ludu pracującego". Olśniły mnie."
Ślad tego zauroczenia przetrwał w jej własnej prozie. Poglądy Abramowskiego pobrzmiewają w słowach Agnieszki z Nocy i dni — jakby myśliciel, który odszedł w 1918 roku, nie doczekawszy niepodległości, znalazł sobie schronienie w fikcyjnej bohaterce największego polskiego romansu XX wieku.
Fascynacja Dąbrowskiej trwała zresztą znacznie dłużej niż jego życie: od drugiej dekady stulecia aż po schyłek lat pięćdziesiątych — ponad cztery dekady wierności człowiekowi, z którym nie zamieniła chyba ani jednego słowa o spółdzielniach.









